01. Smog - feat. Paul Conboy
02. Butterfingers - feat. Fujiya/Miyagi
03. Old John - feat. Paul Conboy
04. Burn The Bunker - feat. Toob
05. So Special - feat. Paul Conboy
06. No Bones - feat. Paul Conboy
07. Black River - feat. Mark Lanegan
08. Hold Me Up - feat. Paul Conboy
09. Fuzzbox - feat. Jon Spencer
Przyznam się szczerze ,że o nowym albumie Bomb The Bass dowiedziałem się dopiero teraz mimo, iż jest to wydawnictwo z ubiegłego roku.
Mózg tego jednoosobowego zespołu, Tim Simenon, długo kazał na siebie czekać.
Wszak ostatnie wydawnictwo sygnowane nazwą BTB - "Tracks", pojawiło się w 2001 roku.
Historia powstawania "Future Chaos" jest dość burzliwa, materiał został pierwotnie zarejestrowany w 2006 roku lecz Simenon zadecydował w końcu ,że całość trzeba nagrać na nowo. Decyzja ta miała związek z chęcią zmiany stylu przez artystę.
Premiera była przekładana jeszcze wielokrotnie (być może dlatego wiele osób ją przegapiło, tak jak ja), dopiero 15 września 2008 roku, w sklepach ukazała się wyczekiwana "Future Chaos".
Tradycyjnie, Tim Simenon zaprosił do współpracy innych artystów. Po pobieżnym przesłuchaniu, ktoś mógłby rzec ,że wokalista jest jeden jednak to nie prawda.
Wśród zaproszonych gości znaleźli się Paul Conboy, Mark Lanegan, Jon Spencer, Toob jak i Fujiya & Miyagi.
Przyznam szczerze ,że wokale na tej płycie często zapuszczają się w rejony maniery Thoma Yorka z Radiohead. Na tym jednak wszelkie porównania się kończą.
Nowy album Bomb The Bass jest od strony muzycznej niemal manifestem minimalizmu. To wyjątkowo trudne, elektroniczne brzmienie, które nie każdemu może przypaść do gustu. W żadnym wypadku nie należy tu poszukiwać elementów muzyki tanecznej (chociaż na upartego każdy coś znajdzie).
"Future Chaos" to takie zjawisko, które wymaga od słuchacza czasu. Czasu na przetrawienie, przespanie się z tematem, przemyślenie.
To taki rodzaj muzyki ,który z początku wylatuje szybko drugim uchem ale, jeżeli da mu się szanse, z ucha skręci prosto do serca.
Pobrzmiewają tu echa bluesowe, nawet country, trochę subtelnych odniesień do jazzu, wszystko to jednak w surowym, elektronicznym pancerzu.
Monotonna, taka z pewnoscią jest ta płyta.
Można by nawet rzec ,że Simenon się tu nie napracował, że wszystko brzmi jak jeden niekończący się utwór ale jest to strategia przemyślana i pokazuje ,że pierwsze wrażenie może być mylące. Utwór numer jeden czyli "Smog" nastraja dość pozytywnie co do muzycznej podrózy, która nas czeka.
Kolejne dwie kompozycje sprawiły jednak ,że moje uszy trochę oklapły. Były momenty ale to tylko drobiazgi, za mało by się wyróżnić i zbyt podobne do siebie. W końcu jednak strzelił piorun a mianowicie przy mojej świętej trójce tego albumu, utworach "So Special", "No Bones" i "Black River".
Następujące po sobie, stanowiły swego rodzaju terapię szokową.
Podczas słuchania "Future Chaos" polecam rozsiąść się wygodnie i zamknąć oczy.
Ja zobaczyłem olbrzymie pustynne krajobrazy, stare stacje benzynowe zatopione w pyle na pustkowiu, zmierzch w trakcie "No Bones", wyłaniające się powoli gwiazdy przy "Black River".
To jest właśnie taka płyta, leniwa i monotonna niczym piaszczyste doliny w Arizonie. Jeśli ktoś raz załapie ten klimat, nie oderwie się od "Future Chaos" przez długi czas.
Myślę ,że napisałem wszystko co mogłem przekazać jako słuchacz.
Resztę każdy dopowie sobie sam jeżeli zdecyduje się sięgnąć po nowy album Bomb The Bass. Szczerze polecam spróbować!
8/10
Przez zupełny przypadek zwany burzą nt Stelmiego i SOTU znalazłem Twój blog. Czytam, Bomb The Bass - "Future Chaos" i w mojej głowie "łups, zapomniałem o tej płycie" Zapoznałem się z zawartością i zgadzam się z Twoją recenzją tego dzieła. Piękno zawarte w mimimaliźmie. Oszczędność jest tutaj przeze mnie, jako słuchacza odbierana bardzo pozytywnie, co nie zawsze się zdarza. Dzięki za ten wyczerpujący opis tego albumu.
OdpowiedzUsuń